Jak bardzo nasze dzieci narażone są na zanieczyszczone powietrze?

Jak wielkie jest zanieczyszczenie powietrza, którym oddychają nasze dzieci? Jak duże jest związane z nim zagrożenie? Użyłam najnowszych, technicznych zabawek, aby to sprawdzić.

Przez ostatni tydzień szpiegowałam niewidzialnego wroga. W domu, podczas spaceru do szkoły, na placu zabaw i podczas zakupów, monitorowałam zanieczyszczenie powietrza wokół mojej rodziny. Chciałam sprawdzić, jakim pokarmem odżywiają się ich płuca, jak wygląda jego jakość w porównaniu z bezpiecznymi normami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz jaki może być jego wpływ na nasze ciała i umysły.

Mam dwójkę dzieci w wieku pięciu i ośmiu lat. Mieszkamy w pobliżu dwóch ruchliwych dróg Londynu Wschodniego, codziennie spacerując około 15 minut do szkoły i z powrotem. Zastanawiam się, jaki może być wpływ tych spacerów na zdrowie moich dzieci? Na wąskich drogich naszej dzielnicy mogę łatwo wyczuć smród spalin i wstrętny odór londyńskiego Diesla w moich ustach. Zamówiłam więc nowy przyrząd do pomiaru jakości powietrza – FLOW – który mogę przyczepić do tornistrów moich dzieci. Specjalna aplikacja przesyła do mojego telefonu dane pomiarowe, oceniając stężenie substancji szkodliwych, stopień związanego z nimi zagrożenia oraz tworząc mapę jakości powietrza bazującej na danych z terenu, po którym się poruszamy. Stężenia jakich substancji urządzenie może zmierzyć?

Dwutlenek azotu jest gazem toksycznym, szczególnie niebezpiecznym dla dzieci, kobiet w ciąży i osób starszych. Nie można go wyczuć nosem. Ruch samochodów to podstawowe źródło dwutlenku azotu w powietrzu. Auta napędzane silnikiem Diesla emitują go co najmniej pięciokrotnie więcej, niż pojazdy z silnikami benzynowymi. Zgodnie z analizami WHO, dzieci oddychające powietrzem, w którym przekroczone są dopuszczalne poziomy tlenków azotu, mogą dysponować obniżonymi funkcjami poznawczymi mózgu, mieć obniżoną objętość płuc oraz osłabiony układ odpornościowy.

Kolejnym, nie mniej ważnym elementem podlegającym pomiarom są cząstki stałe PM10 i PM2.5. Cząstki te – odpowiednio o średnicach ok. 10 i 2.5 μm – po przedostaniu się do płuc, mogą również zostać wchłonięte do krwiobiegu. Obecność cząstek stałych we wdychanym powietrzu prowadzi do chorób oddechowych, zaburzeń układu krążenia i zwiększonego ryzyka nowotworowego. Samochody nie są tu jedynym – choć w samym Londynie najważniejszym  -winowajcą. Ogniska, piece oraz emisje z prac rolniczych również przyczyniają się do wzrostu stężenia cząstek stałych w powietrzu.

W marszu do szkoły towarzyszy nam inżynier Kit Stormont, dyrektor operacyjny firmy Airlabs, który dostarczył własny przyrząd weryfikujący pomiary naszego urządzenia Flow. Urządzenia dokonują pomiarów w odstępach minutowych. Odprowadzamy dzieci i wracamy razem do domu. Analiza danych zarejestrowanych przez oba urządzenia pomiarowe wykazuje, że bezpieczne (dopuszczalne) stężenia dwutlenku azotu i cząstek stałych były przekroczone niemal dwukrotnie na całej trasie prowadzącej do szkoły. Podczas przejścia przez ruchliwą jezdnię oraz w bramie szkolnej, przy zawracających samochodach podwożących dzieci, urządzenie wykazało ponad 250% normy.

Zebrało mi się na wymioty. Wysyłamy dzieci do szkoły wierząc, że odżywiamy i rozwijamy ich mózgi, a nie niszczymy je razem z ciałami.

Gdyby rząd i władze lokalne oferowały mieszkańcom niebezpiecznie brudną wodę, doszłoby do rozruchów. Jeśli sklep sprzedałby produkt, który doprowadził do śmierci 40.000 ludzi w tylko jednym roku, zostałby zamknięty, a jego właściciel oskarżony. Toksyczne powietrze Wielkiej Brytanii doprowadza właśnie do tylu zgonów rocznie, bez radykalnej akcji czy odważnej refleksji naszych władz.

Tekst jest streszczeniem artykułu, który okazał się 7 czerwca 2019 roku w brytyjskim The Telegraph. Tłumaczenie Rafał Kosmal.